Idiom czy sens?


Marek nie rozwiązuje sprzeczności między idiomem a sensem wprost. Nie wybiera jednej strony, nie ustala hierarchii, nie próbuje pogodzić ich w jakiejś nadrzędnej syntezie. On tę sprzeczność zamieszkuje. I to jest jego jedyna metoda.

Na początku wydaje się, że sprawa jest klasyczna: sens jako to, „co trzeba przenieść”, idiom jako to, „co przeszkadza”. Tak uczono go kiedyś myśleć o przekładzie — że istnieje jakieś jądro znaczenia, które należy ocalić, a reszta to lokalna ornamentyka, naddatek, przypadłość języka. Ale im dłużej Marek pracuje, tym wyraźniej widzi, że to złudzenie. Sens bez idiomu nie istnieje; jest jedynie abstrakcją, skrótem myślowym, czymś, co da się opowiedzieć na seminarium, ale czego nie da się napisać.

Idiom jest dla niego miejscem oporu. Nie dlatego, że jest „nieprzekładalny”, lecz dlatego, że stawia warunki. Zmusza do decyzji, do odpowiedzialności. Tam, gdzie idiom się ujawnia, nie da się już udawać neutralności. Każde rozwiązanie jest czyjeś, każde przesunięcie ma cenę. Marek coraz lepiej rozumie, że to właśnie idiom — a nie sens — obnaża prawdę o tłumaczu.

Dlatego nie wybiera sensu kosztem idiomu ani idiomu kosztem sensu. Zamiast tego przesuwa punkt ciężkości: sens przestaje być czymś danym z góry, a staje się efektem pracy z idiomem. Sens nie poprzedza decyzji — sens z niej wynika. To zasadnicza zmiana perspektywy. Marek nie pyta już: „co autor miał na myśli?”, tylko: „co ten język pozwala mi zrobić, jeśli nie chcę go zdradzić?”.

W tym sensie przekład staje się dla niego formą autobiografii. Każdy wybór językowy zapisuje nie tylko cudzy tekst, ale i jego własne granice: to, na co się zgadza, czego nie potrafi unieść, gdzie kapituluje, a gdzie stawia opór. Idiom nie jest już przeszkodą — jest lustrem. Sens natomiast nie jest już celem — jest śladem.

Marek odkrywa też coś jeszcze: że próba „ocalenia sensu” bardzo często bywa próbą ominięcia ryzyka. Sens uładza, porządkuje, daje złudzenie kontroli. Idiom przeciwnie — destabilizuje. Zmusza do przyjęcia, że tekst nie jest przezroczysty, że mówi więcej, niż chce powiedzieć, i inaczej, niż by sobie życzył. I że dokładnie tak samo jest z ludźmi.

Dlatego w Przekładzie sprzeczność między idiomem a sensem nie zostaje rozwiązana. Zostaje przeniesiona z poziomu teorii na poziom egzystencjalny. Marek nie znajduje odpowiedzi — znajduje sposób życia w napięciu. A to napięcie, raz przyjęte, przestaje być problemem translatorskim. Staje się warunkiem uczciwości.