To jest archiwum dawnych wierszy.
Tekstów pisanych w innym czasie, innym rytmem, inną ręką.
Były czytane. Niektóre publikowane — także w okresach bezdebitowych, poza oficjalnym obiegiem. Brały udział w konkursach literackich i często radziły sobie w nich dobrze. Dziś nie ma to większego znaczenia. Nie traktuję tych faktów jako legitymacji ani usprawiedliwienia ich obecności tutaj; wspominam o nich jedynie po to, by zaznaczyć, że nie są to zapiski prywatne ani materiały odnalezione przypadkiem.
Większości z tych wierszy nie potrafiłbym już napisać. Nie dlatego, że są „lepsze” od tego, co powstaje później, lecz dlatego, że należą do innego stanu języka i innego sposobu bycia w świecie. Czasem myślę o nich z zazdrością — o odwadze, naiwności, bezpośredniości, które pozwalały pisać bez kalkulacji i bez zabezpieczeń. Marzę o tym, by dziś móc pisać z podobną swobodą, nawet jeśli byłaby ona obarczona tymi samymi ryzykami.
Niezależnie od tego oddaję te teksty czytelnikom. W istocie należą do nich od dawna — od momentu, w którym zostały przeczytane, zapamiętane, czasem odrzucone, czasem przyjęte na własnych warunkach. Umieszczenie ich tutaj nie jest próbą ponownej oceny ani rehabilitacji. Jest gestem prostym: uznaniem ich istnienia i ich miejsca w ciągłości pisania.
Nie poprawiam ich i nie dostosowuję do dzisiejszego języka. Nie wygładzam różnic ani nie próbuję ukrywać czasu, który przez nie przeszedł. „Bez wstydu” oznacza w tym przypadku brak korekty wstecznej — zgodę na to, że teksty pozostają takie, jakie były, wraz ze swoim tonem, napięciem i niedoskonałościami.
Jeśli mają jeszcze jakąś wartość, to nie jako świadectwo biografii, lecz jako ślad pewnego momentu języka. Reszta nie wymaga komentarza.
