Wierność czy zdrada?


Marek zdradza Van der Witta i zdradza Frankla, ale pozostaje wierny Hölderlinowi. Nie dlatego, że Hölderlin jest mu „bliższy”, ani dlatego, że jego język lepiej się przekłada. Powód jest znacznie mniej literacki i znacznie bardziej brutalny: tylko u Hölderlina Marek znajduje zgodę na nierozwiązywalność.

Powieściowy Van der Witt domaga się wierności funkcjonalnej. Jego teksty — nawet jeśli złożone i różnorodne — można zrekonstruować w przekładzie na język polski: sens można odtworzyć, uporządkować, przenieść. Marek zdradza go w momencie, w którym przestaje wierzyć, że świat daje się jeszcze skleić w całość. Każda próba „dobrego przekładu” Van der Witta okazuje się gestem fałszywej ciągłości. Żeby pozostać mu wiernym, Marek musiałby udawać, że to, co pękło, wciąż się trzyma. A on już wie, że tak nie jest.

Zdrada Van der Witta jest więc zdradą świata, który zakłada wspólną matrycę sensu. Marek nie jest w stanie jej dłużej podtrzymywać. Przekład, który byłby wobec tego świata lojalny, byłby nieuczciwy wobec jego własnego doświadczenia.

Z Franklem sprawa jest jeszcze bardziej osobista. Frankl (system mówienia o sztuce, a w zasadzie system mówienia o sensie) wnosi porządek nawet tam, gdzie wszystko wszystkim zostało odebrane (pandemia). Sens staje się ostatnią linię obrony. Marek zdradza Frankla nie z pogardy, lecz z niemożności. W Przekładzie sens nie jest już czymś, co „ratuje” — jest czymś, co przykrywa pustkę. Franklowska wierność sensowi wymaga, by człowiek zgodził się, że świat — mimo wszystko — pozostaje komunikowalny. Marek nie potrafi tego powiedzieć bez kłamstwa.

Dlatego zdrada Frankla jest zdradą pocieszenia. Marek rezygnuje z narzędzia, która miałoby mu wyjaśnić własne pęknięcie. Wybiera trwanie w nim bez obietnicy domknięcia.

I właśnie tu pojawia się Hölderlin.

Hölderlin nie domaga się wierności sensowi ani światu. Domaga się wierności pęknięciu. Jego język nie próbuje zasypać przepaści między człowiekiem a rzeczywistością — on ją artykułuje. Kiedy Marek z Hölderlinem „łamie Patmosa”, nie robi tego po to, by coś naprawić, lecz po to, by pokazać, że oddzielenie jest trwałe i nieusuwalne. Marek to rozpoznaje, bo sam znajduje się dokładnie w tym miejscu.

Róża w Przekładzie zostaje „połamana” w dokładnie w tym samym sensie. Nie jako metafora cierpienia, lecz jako znak niemożności powrotu do niewinnej relacji ze światem. To nie jest rana, która się zagoi. To jest kształt istnienia po utracie złudzeń. Hölderlin daje Markowi język, który nie udaje, że można jeszcze mówić „tak jak dawniej”.

Wierność Hölderlinowi nie polega więc na zachowaniu sensu, lecz na zachowaniu rozstępu: między słowem a rzeczą, między człowiekiem a światem, między miłością a obecnością. Marek pozostaje mu wierny, bo tylko ten język nie zmusza go do zdrady samego siebie.

Van der Witt chce świata, który da się przełożyć.
Frankl chce świata, który ma porządek i sens.
Hölderlin pozwala na świat, którego w którym nie ma ani jednego, ani drugiego.

I to jest jedyna wierność, na jaką Marek może sobie jeszcze pozwolić.